Trochę o sobotnim (s)kopaniu w LSF

Druga edycja Lubuskiej Superligi Futsalu po raz kolejny przyciągnęła większość Mistrzów z lig całego województwa. Aż sześciu z dziewięciu uczestników gościło w krośnieńskiej Hali Sportowo-Widowiskowej w ubiegłym roku. Tym razem o medale było jeszcze trudniej, a pojedynki, także te grupowe, były niezwykle zaciekłe. Jeszcze przed ostatnią kolejką było mnóstwo niewiadomych co do składu finałowej czwórki. Stralco zwyciężyło w meczu bezpośrednim, decydującym o awansie z KP Świdnica 1:0. Jeszcze ciekawiej było w grupie B, gdzie zażarty bój stoczyły Avia Siedlnica i Rosomaki. Mistrzowie Ligi Wschowskiej nie mieli szans na awans do fazy pucharowej, ale swoją ambitną postawą utorowali drogę ekipie Hart-Szkło Tuplice. Avia i Rosomak pożegnały się z turniejem, a na ich szkodzie skorzystał Mistrz Ligi w Lubsku. Bohaterem HS był niewątpliwie… najskuteczniejszy strzelec Avii – Dawid Ścigocki.

Tradycyjnie Turniej rozpoczęła potyczka obrońcy trofeum – Hurtowni King z Pizzerią Tomaso. Pierwszą bramkę w tegorocznej LSF strzelił gracz kingów, Radosław Rakociński. Mimo prowadzenia 2:0, tomaszkom udało się strzelić gola kontaktowego. Na nieszczęście dla Mistrza Ligi w Drezdenku na tym ten kontakt się zakończył. Do niezwykle interesującego pojedynku doszło na inaugurację Grupy B. Kibice w Krośnie Odrzańskim mieli jeszcze w pamięci Finał Mistrzostw Województwa w Futsalu w 2018 r. w którym to zmierzyły się Hart-Szkło Tuplice z Tęczą Homanit Krosno Odrzańskie. Krośnianie przegrywali już 1:3, ale ostatecznie doprowadzili do wyrównania, czym zapewnili sobie awans do szczebla centralnego Pucharu Polski w futsalu. Rywalem HS miał być „wysoki koń”, czyli Mistrz Ligi Świebodzińskiej i Wicemistrz LSF – Computec. Bramkę na wagę, jak się później okazało srebra, strzelił Nikodem Rafalik. Rafalik był niewątpliwie jednym z bardziej wyróżniających się piłkarzy podczas tegorocznej LSF. Musi wszakże jeszcze popracować nad sztuką medytacji … . W pierwszej rundzie niespodzianek nie było. Wysokie wygrane: Stralco z Pizzerią Tomaso (5:1) i KP Świdnica z Myjnią Eco-Para (5:1), nie były zaskoczeniem. Szczególnie podobała się gra KP Świdnica, który wydawał się jednym z przynajmniej dwóch faworytów do awansu do strefy medalowej. Zaimponował piłkarz Stralco, król strzelców – Sebastian Grabski, który w potyczce z Pizzerią strzelił wszystkie pięć bramek. Jak na razie nikomu w naszych rozgrywkach ta sztuka się nie udała. Warto jeszcze wspomnieć, że na turniej nie dojechał zespół Usług Leśnych Strzelce Krajeńskie. To oznaczało, że mecze z ich udziałem kończyły się walkowerem. Menedżer ekipy, Janusz Jarząbek dwoił się i troił, i mimo absencji, i tak wywiązał się w sposób dżentelmeński z danego słowa. Szacunek.

Drugą rundę z przytupem zaczęła drużyna Computec, która pokonała Avię 4:1. Po dwa trafienia dopisali Rafalik i Łukasz Rogowski. Ten ostatni nie tak dynamiczny, ale z nosem do strzelania bramek. Bardzo emocjonujące było spotkanie gospodarzy, Hurtowni King z KP Świdnica. To chyba jedna z niewielu drużyn, której kingi się obawiały. Świdniczanie po golu Sebastian Hauslera objęli prowadzenie w 6 min. Mieli przewagę i powinni dowieźć trzy punkty do końca, ale Mistrzowie MLH pokazali charakter i dosyć szczęśliwie dla siebie w ostatnich sekundach doprowadzili do wyrównania. Strzelcem bramki był Patryk Druchliński. Niewątpliwie na wyróżnienie w tym spotkaniu, jak i w całym turnieju zasłużyli, oprócz strzelców bramek: Jakub Turowski i Mateusz Chawrył w ekipie KP oraz Kamil Duchnowski i Radosław Rakociński z HK. Dwa kolejne mecze to minimalne wygrane: Rosomaka z Hart-Szkło Tuplice (3:2) i Stralco z Myjnią Eco-Para. Zespół Eco-Pary mógł powalczyć o jeden punkt i gdy wydawało się, że tak właśnie będzie po golu na 1:1 Grzegorza Więcława, Stralco w 15 min. po golu Jakuba Zbrońca uratowało trzy punkty. Myjnia nie gra źle, ale brakuje im trochę szczęścia. W ub. roku dwukrotnie remisowali i na ogół przegrywają różnicą jednej bramki, no może poza potyczkami z kingami. Zapewne drobne transfery sprawią, że niebawem będą bardziej skuteczni w walce o czwórkę.

W trzeciej rundzie, w pierwszych czterech meczach bramki zdobywał tylko jeden z dwóch teamów. Najpierw KP Świdnica rozgromiła Pizzerię Tomaso 5:0, a trzy bramki w tym meczu zapisał na swoim koncie Chawrył. Następnie drugi Computec wygrał 2:0 z Rosomakiem i po raz kolejny na listę strzelców wpisał się Nikodem Rafalik. W meczu pierwszej z czwartą siłą górą byli aktualni Mistrzowie – Hurtownia King. Przez niemal dziewięć minut na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis, a hasło do boju dał, który to już raz w swojej karierze, bramkarz Kamil Duchnowski. Bramka „srebrnego lisa” ożywiła poczynania obu ekip, ale do końcowej syreny do siatki trafiali już tylko koledzy Duchnowskiego. W kolejnym spotkaniu Hart-Szkło Tuplice, po niełatwym meczu pokonało waleczną ekipę Avii Siedlnica 2:0. Obie bramki padły w ostatnich minutach meczu, a ich zdobywcami byli: Denis Matuszewski i Krzysztof Frydlewicz, czyli spiritus movens tupliczan. Ciekawa była potyczka zamykająca mecze trzeciej rundy pomiędzy Pizzerią Tomaso i Myjnią Eco-Para. Oba zespoły, chociaż bez szans na awans do półfinału, zagrały ambitnie, a rezultat zmieniał się co i rusz. Najpierw na prowadzenie wyszła Eco-Para po golu aktywnego Damian Chodora. Tomaszki odpowiedziały dwoma golami, najpierw Wojciecha Pfala, a następnie Adama Kużlaka. Piłkarze Myjni nie poddawali się, napierając na rywala. W końcu ich starania zostały nagrodzone drugą bramką Chodora. Gdy wydawało się, że obie drużyny podzielą się punktami, zwycięskie trafienie odnotował Pfal.

W czwartej i ostatniej odsłonie meczów grupowych od razu dopisaliśmy dwa walkowery dla Computeca i Hart-Szkło za mecze z Usługami Leśnymi. Pozostałe trzy konfrontacje miały olbrzymi wpływ na tabele grup A i B. W oparach szaleństwa i emocji rozgrywany był mecz pomiędzy Stralco i KP Świdnica. Ten mecze decydował o drodze na szczyt. I właściwie można powiedzieć, że szczytowanie nikomu nie wyszło na dobre. Podobnie, jak się później okazało i atak szczytowy. Stralco po golu „za pięć piętnasta” Sebastiana Grabskiego zapewniło sobie wejście do kolejnej fazy Turnieju. W tym czasie ekipa Adama Samosionka delektowała się oparami gorącej wody i warzeniem brzeczki. Okazało się jednak, że Avia pokonując Rosomak, otworzyła Hart-Szkło wrota do strefy medalowej. Właściwie, aż chciałoby się zasugerować, że tupliczanie powinni ufundować piłkarzom z Siedlnicy wizytę w Edim … . Kilkukrotnie. W czasach gdy na naszym życiu cieniem kładzie się jakaś „psia jego mać” korona, ważna jest dbałość o właściwe odkażanie. I poziom chmieloglobiny w naszych wątłych ciałach. W ostatnim meczu psikusa kibicom mogła sprawić jeszcze Myjnia Eco-Para, wygrywając z Mistrzem Kingiem, ale nic takiego nie nastąpiło. Hurtownia od pierwszego gwizdka do ostatniej syreny miała mecz pod kontrolą i krzywdy nie dała sobie zrobić. Pokonała przeciwnika 4:1 i była gotowa do kontynuowania walki o Superpuchar.

Układ meczów wyglądał następująco: Computec mierzył się ze Stralco, a Hurtownia King ze Hart-Szkło Tuplice. Niewątpliwie były to mecze podwyższonego ryzyka i można było przewidywać, że będą toczyć się na styku. Tak też było. Najpierw Computec podejmował Stralco. W 6 min. bramkę przesądzającą o awansie do Wielkiego Finału zdobył niezawodny Nikodem Rafalik. Co prawda emocji i tych złych, i tych dobrych nie brakowało do końca, to rezultat mimo rozpaczliwych prób ekipy Mistrzów Gorzowa Wlkp. nie uległ zmianie. Przegrani z pewnością byli rozczarowani, bo po raz drugi przyszło im grać w małym finale. Zespół ze Świebodzina mógł już tylko czekać na przeciwnika i zapewne miał nadzieję na rewanż za finał z 2019 r. Hurtownia, skoro już dostała rękawicą w twarz, dotrzymała szlacheckiego parola i stanęła naprzeciw swojego najgroźniejszego antagonisty. W ciągu ośmiu minut po dwóch golach Przemka Maciąga i trafieniu Patryka Szcześniaka niemal rozstrzygnęła swój mecz z Hart-Szkło Tuplice. Co prawda, HS w 15 minucie w osobie Krzysztofa Matrunionka zdobył gola, ale to już było za późno, by odrobić straty.

W meczu o III miejsce stanęły naprzeciwko siebie – Stralco i Hart-Szkło Tuplice. Mecz rozpoczął się dobrze dla Stralco, bowiem po golu Sebastiana Grabskiego objęło prowadzenie. W 4 min. odpowiedziała ekipa z Tuplic – Mariusz Hanclich, a chwilę później cios zespołu ze Strzelec, ponownie autorstwa Grabskiego. Później jednak Stralco się zacięło. W całym Turnieju radzili sobie przyzwoicie, ale ich mecz o brąz był katastrofą. Po 8 minutach było po 2, ale w ostatnich dwóch minutach, na skutek bardziej otwartej gry, Hanclich i spółka zgrilowali przeciwnika na wolnym ogniu. Cztery bramki i końcowa wiktoria 6:2 przypieczętowały jedyną zmianę na podium względem roku 2019.

Dużo bardziej interesujący był Wielki Finał. W poprzednim kingi wygrały w regulaminowym czasie 2:0, tym razem także padły dwa gole, ale do swojego konta dopisali je i jedni, i drudzy. Wydawało się, że Hurtownia po nie najlepszych meczach w grupie, będzie miała ostro pod górkę, ale mile zaskoczyła swoich sympatyków. Co prawda o bramkę było bardzo trudno, ale to rezultat śmiałych interwencji i przepięknych parad bramkarzy: Michała Hajdasza i Kamila Duchnowskiego. W 6 min. po bramce Patryka Druchlińskiego obrońcy Pucharu wyszli na prowadzenie. Computec, nie chcąc, by powtórzył się scenariusz z ubiegłego roku trzymał dobrą defensywę, ale i żywiołowo napierał. To jak się okazało przyniosło pożądany skutek. Na 3,5 sekundy przed końcową syreną Łukasz Rogowski zapewnił sobie i swoim kolegom ogromny powód do satysfakcji. Bramka wyrównującą oznaczała konkurs rzutów karnych, który jest trudny dla egzekutorów i bramkarzy obu ekip. Jak się okazało wpływ na rezultat miało ogromne doświadczenie, ale także umiejętności bramkarza kingów – Kamila Duchnowskiego. Goalkiper obronił dwa karne: Mateusza Świtały i bohatera świebodzinian – Łukasza Rogowskiego. Pewnie swoje karne wykonali: Przemek Maciąg i Radosław Rakociński w zespole Hurtowni i Nikodem Rafalik w Computecu. Tym samym Hurtownia King została Mistrzem LSF 2020.

I jeszcze słów kilka o sędziowaniu. Nie mam w zwyczaju odnosić się do pracy arbitrów, chyba, że jest „spektakularna”. Zdarzyło się to podczas mojej pracy chyba tylko jeden raz. Nomen omen, jak nie myli mnie pamięć w meczu ligowym pomiędzy Tęczą i Pogonią Świebodzin. Czwórka sędziów, która przyjechała rozstrzygać LSF wydawała się solidna i doświadczona. Od razu zaznaczę, że w tym wszystkim również ja popełniłem błąd. Regulamin uzgadniany był z innym „zestawem” arbitrów i nie jest czystym regulaminem futsalowym. Nie omawiałem go z arbitrami, co zapewne powinienem uczynić, stąd biję się i ja w pierś. To na pewno nie ułatwiało pracy sędziom. Z drugiej jednak strony dziwnym zrządzeniem losu w ubiegłym roku, gdy gwizdali inni sędziowie, sytuacja była identyczna. Tylko, czy ktoś przypomina sobie jakieś kontrowersje podczas meczów… ? W trakcie Turnieju często wchodziłem do szatni sędziowskiej i wymieniałem uwagi, w większości znajdując i zawierając kompromis. Niemniej zgodzę się z zarzutami znacznej części uczestników, że gdy na boisku pojawiał się ogień, to sędziowie albo się gubili, albo podlewali wszystko benzyną. W przypadku krytycznych uwag, nie ma co nadymać policzków i rzucać warkoczem z oczami pełnymi fochów. Starsi sędziowie to wiedzą, młodszy nie zawsze. Zapewne nastąpi obraza majestatu, chociaż podkreślę, że co do ustaleń regulaminowych wina spoczywa także na mnie. Aha, i nic bardziej nie powoduje, że scyzoryk jednym drygnięciem prostuje się w mojej kieszonce, jak zadufanie i wspomniana wyżej obraza majestatu.

Dopiszę, by ułatwić, bo jak znam życie zacznie się gorączkowe szukanie – Tomasz Struk, tel. 506 289 655. I nie mam w zwyczaju usuwać postów. Nawet tych, które wywołują moją wysypkę i skurcze cohones.

struk

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *