Czas na trzynastkę

Kolejny interesujący sezon Meblostyl Ligi Halowej za nami. Jak co roku pokusiliśmy się o krótką analizę dokonań poszczególnych zespołów. Część pozytywnie zaskoczyła, niektóre drużyny zawiodły. Nieźle zaprezentowały się ekipy beniaminków: Nedpolu i Czerwieńska. Z pewnością martwią aż trzy walkowery, których w poprzednich latach niemal nie było. Oto nasza ocena futsalowej trzynastki.

1. Mikubi – /36 punktów, 82:14/ 12 zwycięstw – 0 remisów – 0 porażek (w ub. roku 2)
Mikubi już w ubiegłym sezonie aspirowało do królewskiej korony. Niestety dwie porażki sprawiły, że zespół musiał zadowolić się srebrem. W tym roku Wieczorek i spółka zwarli szyki, zakontraktowali kilku solidnych graczy w efekcie czego zgarnęli pełną pulę. Właściwie ani nie przez chwilę nie było zwątpienia. Swoją mocną pozycję Mikubi zaakcentowało już pod koniec ubiegłego sezonu gdy w dwóch ostatnich meczach rozbiło w pył najpierw Homanit 13:1, a później FC Gol-Asy 13:2. W nowy sezon późniejsi mistrzowie weszli bardzo dobrze. Gładko pokonali, jak się okazało solidną drużynę Nedpolu 8:2 i Czerwieńska 6:0. W styczniu wygrali dwa decydujące dla układu tabeli mecze z pretendentami do korony: NJ Marian Duch 4:1 i Hurtownią King 5:3. To dało pewność, że już nikt nie jest w stanie stanąć na drodze Mikubi do upragnionego mistrzostwa. Był co prawda jeszcze niełatwy mecz z Tornado, ale i on zakończył się korzystnym rozstrzygnięciem (3:1). Kropkę nad i postawili w wieńczącym sezon meczu z nieobliczalnym Łaga-Czigi. Bez wątpienia duży udział w sukcesie miał młody bramkarz, wybrany najlepszym golkiperem – Błażej Trelewski. Mimo, że nie było jednego lidera wśród strzelców, to równa forma strzelecka kilku zawodników także ułatwiła zadanie. Swoje cegiełki dorzucili: Kamil Adamów, zdobywca 18 bramek, Paweł Cierech 14, Mariusz Wolbaum 13, Marek Wieczorek 13 i Bartosz Woźniak 10. Dobór właściwego składu, przebojowa i konsekwentna gra oraz równa forma sprawiły, że to Mikubi sięgnęło po mistrzowską koronę.

2. Hurtownia King – /31 punktów, 63:20/ 10 zwycięstw – 1 remis – 1 porażka (w ub. roku 1)
Mistrzowie tym razem nie byli w stanie obronić pierwszej lokaty. W ostatnim meczu ubiegłego sezonu nie bez trudu przypieczętowali zwycięstwo wygrywając po zażartym boju z Football Academy 2:1. Nieco słabsza forma obrońcy trofeum widoczna była niemal we wszystkich meczach. Wygrane były, i owszem, ale nie tak okazałe jak Mikubi. W inauguracyjnym spotkaniu wygrana bez fajerwerków z ostatnim Kamieniem 4:2. Co ciekawe, to kamienni w trzeciej minucie objęli prowadzenie. Zresztą czwórka to cyfra niemal na stałe przypisana do kingów, aż 6 z 12 spotkań zakończyło się strzeleniem czterech bramek. W przeciwieństwie do Mikubi, Hurtownia straciła cenne punkty w konfrontacji z groźnym Nedpolem. Jedno oczko na wagę wicemistrzostwa uratował celnym strzałem bramkarz HK – Sebastian Kowalewski. Remis 4:4 zastopował kapitalną passę 18 wygranych spotkań. Dwa stracone punkty jeszcze nie przesądzały sprawy korony. Dopiero walka starego mistrza z nowym mistrzem wskazała, że zmiana na tronie jest nieunikniona. Mikubi wygrało 5:3 i przed końcem rozgrywek odjechało na 5 oczek. Pewną osłodą było pokonanie konkurenta do srebra, czyli NJ Marian Duch 4:3. Morale przed tym meczem było nieco podbudowane efektownymi triumfami nad Piekarnią Wężyska (16:0) i Polkan Software (8:2). Wygrana z wężowymi to jedno z najbardziej okazałych dokonań ostatnich lat. Kingi skuteczność strzelecką zawdzięczają przede wszystkim Marcinowi Piecowi, wicekrólowi strzelców, zdobywcy 26 bramek. To w przekroju całych rozgrywek trochę za mało. Przyzwoicie zaprezentowała się defensywa. Drugie miejsce z pewnością nie zadowoliło ambitnych królów, ale w kontekście całego sezonu to bardzo dobra lokata.

3. Nauka Jazdy Marian Duch – /30 punktów, 70:22/ 10 zwycięstw – 0 remisów – 2 porażki (beniaminek)
Duchy przed rozpoczęciem rozgrywek były zaliczane do grona faworytów sezonu 2017/2018. Mocny, równy skład i wymarzony początek. W pierwszym meczu zmietli z powierzchni ziemi Torfex – 10:2. Cztery bramki w tym meczu zdobył Rakos, czyli Radek Rakociński. Później trzy równie efektowne wygrane: z Polkan Software 6:0, Łaga-Czigi 7:2 i Urzędem Miasta 6:0. Prowadzenie w ligowej tabeli, wyśrubowany bilans strzelonych i straconych bramek. Wydawało się, że nikt nie zastopuje duchów w ich wspinaczce na szczyt. Jednak w piątej kolejce na drodze NJ stanęło Mikubi. Kibice liczyli na wyrównany i zaciekły mecz. Wbrew oczekiwaniom późniejszy mistrz nie miał większych trudności z pokonaniem przeciwnika 4:1. Już na początku spotkania „miejsce w szeregu” pokazał Kamil Adamów, który w 4 i 5 minucie wyprowadził Mikubi na prowadzenie. To bez wątpienia jedne z najcenniejszych trafień Adamsa. Duchy zdobyły honorową bramkę dopiero w końcówce meczu. Był to pojedynek jednostronny, który uświadomił kibicom, że NJ powalczy z Kingami o srebro. Po trzech wygranych przyszły decydujące mecze z Hurtownią King i Nedpolem. Pierwsze spotkanie, zdecydowanie bardziej wyrównane zakończyło się minimalną przegraną 3:4. Najważniejsze ciosy spadły w ostatnich pięciu minutach. Porażka była sygnałem, że drugie miejsce jest stracone, a za plecami było już czuć oddech Nedpolu. Utrata punktów w tej konfrontacji kosztowałaby bardzo wiele – brązowy medal. Tym razem Nauka Jazdy wyciągnęła wnioski minimalnie zwyciężając 2:1. Do sukcesu przyczynił się król strzelców – Mateusz Hałambiec, zdobywca 31 bramek. Solidnym punktem drużyny był Kamil Duchnowski. Miejsce wysokie, ale niedosyt pozostał.

4. Nedpol – /25 punktów, 50:35/ 8 zwycięstw – 1 remis – 3 porażki (beniaminek)
To co dla jednych byłoby porażką dla Nedpolu bez wątpienia jest sukcesem. Chociaż zajęli to jakże nielubiane, 4 miejsce, to jak na beniaminka bardzo dobry rezultat. Gra tego zespołu opierała się przede wszystkim na dwójce: Karol Pędzioch, Gracjan Zoga. Oni byli motorami napędowymi drużyny orłów i potrafili w trudnych momentach poderwać zespół do walki. Co prawda początek rozgrywek był koszmarny, bo nedpolowcy od razu „dostali strzała” od Mikubi. Przegrana 2:8 zadziałała jednak motywująco. W kolejnych 7 meczach odnotowali 6 wygranych i jeden remis. Ich wygrane niemal zawsze były minimalne, ale regularnie kasowali trzy punkty. Systematycznie pieli się w ligowej tabeli. Rywale szybko uświadomili sobie, że to zespół z którym trzeba się liczyć. Boleśnie przekonała się o tym Hurtownia King, która w ostatnich sekundach uratowała remis 4:4. Gdyby Nedpol do końca utrzymał prowadzenie najpewniej wykolegowałby któryś team z czołówki z podium. W meczu z Kamieniem trochę zaskoczyli – skromna wygrana 2:0. W kolejnym arcyważnym spotkaniu z NJ Marian Duch orły mimo usilnych starań nie znalazły sposobu na rywala. Przegrana 1:2 praktycznie przekreśliła szanse na medal MLH. W ostatnim meczu sezonu, gdy jasnym się stało, że beniaminek nie zmieni lokaty odnotowali przegraną z młodymi wilkami, czyli Polkan Software 5:7. Ujmy to nie przynosi, bo i zabrakło trochę motywacji. Czwarta lokata to bardzo dobra pozycja. Oczywiście także wyjściowa pozycja na kolejny sezon.

5. Polkan Software – /21 punkty, 48:48/ 7 zwycięstw – 0 remisów – 5 porażek (w ub. roku 12)
Polkan jak zawsze – niby rola drugoplanowa, niby gdzieś w cieniu, ale w końcu po Oscara sięgną. Młoda, perspektywiczna i coraz bardziej doświadczona ekipa. Potrafią rozegrać mecz życia, ale i „dać ciała”. Brakuje im jeszcze stabilizacji i chłodnej głowy, ale mają coraz większą przewagę bardzo dobrych, nad kiepskimi występami. Zaczęli skromnie od wygranej z Piekarnią Wężyska 3:0. Później przegrali z duchami 0:6. W efektownym stylu pokonali AC Widok 7:2 . Cztery trafienia w tym spotkaniu zanotował Hubert Babicz. O ile porażki z Mikubi i Hurtownią były „wpisane w ryzyko”, to z pewnością zaskoczyli przegrywając 0:3 z ratuszowymi i 6:11 z Łaga-Czigi. Ten ostatni mecz to czyste szaleństwo. Grad bramek i rezultat zmieniający się jak w kalejdoskopie. Katem Polkanu był bez wątpienia Marcin Sieciński, który strzelił 6 bramek. Próbował mu dorównać Ireneusz Butowicz, ale zdołał trafić do siatki „tylko” cztery razy. Dosyć szybko PS zapewnili sobie 5 lokatę, dzięki czemu nie było presji punktowej w ostatnim meczu. Wygrana z Nedpolem 7:5 jest prestiżowa, ale i może (mimo braku stawki) być wskazaniem gdzie chcą zawędrować polkanowcy w kolejnym sezonie. W ekipie wyróżniali się najskuteczniejsi: Ireneusz Butowicz, zdobywca 16 goli, Hubert Babicz 9 i Szymon Poźniak 7. Z pewnością na pochwałę zasłużył także bramkarz Jakub Witczak. Polkan ma jeszcze przed sobą czas na zebranie doświadczeń, a przede wszystkim umiejętność opanowania emocji i poprawę gry w obronie. Młody skład to doskonała recepta na sukces. Może jeszcze nie w przyszłym roku, ale za dwa, trzy lata pudło mają jak w banku.

6. AC Widok – /16 punktów, 35:51/ 5 zwycięstw – 1 remis – 6 porażek (w ub. roku 5)
Dramatu nie ma, zwłaszcza, że w ubiegłym roku AC Widok zakończył rozgrywki na podobnym miejscu. Start w tegorocznych rozgrywkach nie był udany. Na początek bezbramkowy remis z Tornado, następnie porażka z kingami 0:4 i kolejna z Polkan Software 2:7. Jeden punkt, 2 bramki zdobyte i 11 straconych to z pewnością nie był wymarzony start. Tym bardziej, że czarne koszule miały parcie na pierwszą piątkę. Wreszcie kolejne trzy pojedynki przyniosły komplet punktów. Duża liczba bramek cieszyła, ale martwiła dziurawa jak sito defensywa. Widokowcy jak tylko poczują krew rzucają się do krtani, zapominając przy tym o zakończeniu pleców. Po walce ulegli duchom 3:6, ale wygrali z Kamieniem 7:2. Później nastąpiło wyraźne rozprzężenie i nadeszły bolesne przegrane z Piekarnią Wężyska 1:9, Nedpolem 1:4 i Mikubi 2:8. W tych meczach zabrakło woli walki, dyscypliny. Mimo tego w ostatnim meczu AC zdołał pokonać w meczu o 6 miejsce groźnego rywala – Urząd Miasta 4:2. Losy tego pojedynku ważyły się do końcowych minut, ale Widok wytrzymał ciśnienie. I to właśnie ono wypchnęło AC na dobrą, 6 lokatę. Czarne koszule, to zespół młody i charyzmatyczny. Nieco jak panna na wydaniu, musi być bardziej zdecydowany i nie może przy tym zapominać o czterech literach. Straconych bramek rzec by można „trochę przy dużo”. Głównym playmakerem był bez wątpienia Przemek Haraszkiewicz (16 goli), a o wyniku często przesądzali: Maciej Olszewski, zdobywca chyba najpiękniejszej bramki, Maciej Magdziak i Michał Cieszko. Kibice może nie przeszczęśliwi, ale na pewno umiarkowanie zadowoleni.

7. Czerwieńsk – /15 punktów, 26:37/ 5 zwycięstw – 0 remisów – 7 porażek (beniaminek)
Czerwoni, czyli Czerwieńsk, jak przystało na beniaminka musieli w naszej lidze zapłacić frycowe. Bez wątpienia zespół o dużym potencjale, na pewno na pierwszą piątkę. Niestety przez swoją niefrasobliwość zrezygnował w dwóch meczach z punktów w rezultacie czego zaliczył dwa walkowery. Wielka szkoda, ale to na własne życzenie. Mimo fatalnego początku rozgrywek Czerwieńsk nie zniechęcił się. Podjął wyzwanie i stanął na ubitej ziemi. Inna sprawa, że pierwsze mecze rozgrywali z top 4 MLH. O tym, że nie można spisywać ich na straty boleśnie przekonali się ratuszowi. UM zupełnie nieoczekiwanie przegrał 2:5. Co prawda siódmy zespół ligi przegrał kolejny mecz z duchami 0:5, ale długo opierał się wyżej notowanemu rywalowi – do przerwy 0:0. Błysnął w drugiej części sezonu wygrywając cztery pojedynki z rzędu. Miał przy tym bardzo dobry bilans bramkowy 15:3. Dwa ostatnie mecze jak już pisaliśmy to oddane punkty. Wielka szkoda. Mamy nadzieję, że czerwonych zobaczymy w kolejnym sezonie, bo takie drużyny wnoszą w pakiecie duże emocje, ciekawe mecze i walkę nawet o pudło. Ekipa wyrównana, a brak lidera okazał się atutem. Bramkami niemal po równo podzielili się: Dawid Kaczor (5), Adrian Janicki (4), Łukasz Hanc (4), Konrad Zagórski (4) i Jacek Wieczorek (4). Elementem spajającym, takim spiritus movens był bez wątpienia Kamil Pilawa. Miejsce Czerwieńska dobre, ale mogło być jeszcze lepsze, stąd niedosyt.

8. Urząd Miasta – /14 punktów, 22:33/ 4 zwycięstw1 – 6 remisów – 2 porażki (w ub. roku 4)
Ratuszowi, jedna z najdłużej, regularnie grających drużyn MLH. Jak w wahadle – raz wysoko, raz nisko. Góra, dół, góra, dół. Kibicom czasami kręci się w głowie od tego szaleństwa. Z drugiej strony, mecze UM zawsze budzą większe lub mniejsze emocje. W tym roku to drużyna remisów – dwa takie rezultaty zanotowali ratuszowi: po 2:2 z Torfexem i Piekarnią Wężyska. Co ciekawe w zeszłym sezonie ich mecz z wężami zakończył się takim samym wynikiem. Ratuszowi co prawda bez fajerwerków, ale całkiem nieźle weszli w sezon. Najpierw minimalnie pokonali nie najsłabsze Łaga-Czigi (3:2), a następnie skromnie Kamień (1:0). Góra tabeli zadowalała i dawała nadzieję na powtórzenie wyniku w ub. roku. Kolejne cztery spotkania przegrane. Bez wątpienia najbardziej bolesna porażka, to pojedynek z Nedpolem (2:3). Przeciwnik zgarnął trzy punkty trafiając do siatki w ostatnich sekundach. Urząd miał też nieco pecha w konfrontacji z Czerwieńskiem, bo to właśnie wtedy czerwoni odpalili turbo. Kolejne cztery mecze, to mozolne gromadzenie tak potrzebnych punktów. Zaskakująca wygrana z młodym Polkanem (3:0), wspomniane remisy i wyszarpane oczka z Tornado (2:1). Na koniec bez punktu, ale po walce z Hurtownią i AC Widok. W tym ostatnim meczu stawką było lepsze – 6 miejsce, ale czarne koszule miały „dzień konia”. Wielu spośród ratuszowych ma więcej niż 4 krzyżyki, a mimo tego jeszcze im się i chce. I jeszcze mogą. Żądłem UM był młody Oskar Kozakiewicz, a całkiem dobrze dostępu do bramki strzegli: Marek Czarnowski, Przemysław Żdaniuk, Tadeusz Przezdzięk i Marek Cebula. Jednak jeden snajper, to za mało. Wynik końcowy – 8 lokata. Mimo czwartej, ubiegłorocznej, to wydaje się, że wynik nie najgorszy. W przyszłym sezonie wszystko co powyżej „lustra wody” można brać w ciemno.

9. Torfex – /13 punktów, 32:49/ 4 zwycięstwa – 1 remis – 7 porażek (w ub. roku 8)
Braciaki spod znaku Torfexu w tym roku nieco rozczarowali. W ubiegłym sezonie zajęli miejsce 8, ale w stawce było 15 teamów. Los wyznaczył im w pierwszych trzech kolejkach trzech medalistów MLH. Już w pierwszym meczu zostali mocno poturbowani przez NJ Marian Duch 2:10. Po tym spotkaniu kolejne cztery przegrane. W piątej kolejce mierzyli się z sąsiadami zza miedzy, czyli Piekarnią Wężyska. To chyba najważniejszy pojedynek w całych rozgrywkach. Tym razem zespół stanął na wysokości zadania i w tym prestiżowym meczu pokonał lokalnego rywala 6:1. Wężowych stać było na honorowe trafienie dopiero na dwie minuty przed końcową syreną. Piłkarze Torfexu poczuli się nieco pewniej i w następnej kolejce mimo, że przegrywali już 0:3 z AC Widok, zdołali zdobyć dwie bramki. Do wyrównania zabrakło już czasu. Później zremisowali z zaskoczonym Urzędem Miasta 2:2 oraz ulegli Mikubi 1:8. Końcówka sezonu należała już jednak do Torfexu. Skromna wygrana z Kamieniem 1:0, 7:6 po szaleńczym meczu z Łaga-Czigi (w tym 3 gole Marcela Fendora) i otrzymali walkower za spotkanie z Czerwieńskiem. Mimo niskiej lokaty, odnotowali wygrane, dobre mecze, a nade wszystko zwycięstwo w Gran Derbi z Piekarnią. Może nie jest to powodem do samozadowolenia, ale wynik przyzwoity. Torfex mógł niemal w każdym spotkaniu liczyć na skuteczną trójkę strzelców: Mateusza Adacha (7), Marcela Fendora (8) i Rafała Jakóba (6). Sporadycznie, ale jednak, mieli wsparcie w Danielu Dominkowie i Karolu Walczaku. Młody skład i ew. wzmocnienia pozwoliłyby na „wyciśnięcie” z Torfexu jeszcze więcej kalorycznego sukcesu. Może w przyszłym sezonie.

10. Łaga-Czigi – /12 punktów, 46:62/ 4 zwycięstwa – 0 remisów – 8 porażek (beniaminek)
Zespół nowy, ale zbudowany w oparciu o ubiegłoroczną ekipę Wełmic. Nieprzewidywalny, dynamiczny, szalony. Zdobywał dużo bramek, ale jeszcze więcej tracił. Liderem był bez wątpienia Marcin Sieciński, trzeci strzelec MLH i MVP turnieju. Nie tylko strzelił połowę bramek, ale także podrywał kolegów do walki. Żywe srebro w czystej postaci. Nie bez powodu został wybrany najlepszym graczem tegorocznej ligi. Rozpędzone Łaga-Czigi zaledwie w dwóch meczach nie dopisało do swojego dorobku bramek. W każdym meczu tracili ich na pęczki. Co prawda w pierwszym pojedynku tylko 3, ale później worek rozwiązał się na całego. Nigdy nie było ich mniej niż cztery. Mieli patent na pokonanie bramkarzy Nedpolu (4), NJ Marian Duch (2) i Hurtowni King (2). Jedynie mistrzowie i Czerwieńsk nie pozwoliły przedrzeć się przez podwójne zasieki. Pierwsze punkty dopisali sobie dopiero w czwartej kolejce pokonując Kamień 5:2. Zwycięstwa w takim samym stosunku odnotowali z Piekarnią Wężyska i Tornado. Czołowa czwórka była poza zasięgiem. Zaskoczeniem była efektowna wygrana z wyżej notowanym Polkan Software – 11:6. Bohaterem i zdobywcą 6 bramek w tym meczu był nie kto inny jak Marcin Sieciński. Tydzień później po zażartym boju ulegli Torfexowi 6:7. W ostatnim meczu sezonu zabrakło pary, co sprawiło, że zostali rozgromieni przez świeżo upieczonego mistrza – Mikubi 9:0. Mimo, że Łaga-Czigi miało jednego lidera, to warto wspomnieć o trójce z boiska: Bolo Łącznik, Laguna i Grom, czyli Łukasz Łysy, Przemysław Łysy i Damian Rogalski. Każdy wrzucił do bramkowego koszyczka po 6 jabłuszek. Ponadto dawali porywać się Siecińskiemu, co sprawiało rywalom problemy w ich upilnowaniu. Wełmice w ub. roku zajęły 6 lokatą i wydaje się, że dla Łaga-Czigi powinna być ona odniesieniem. Tylko jeszcze trzeba pamiętać, by przeciwnicy namiętnie nie dziurawili siatki.

11. Tornado – /10 punktów, 25:47/ 3 zwycięstwa – 1 remis – 8 porażek (beniaminek)
Złote czasy zespołu Tornada chyba bezpowrotnie minęły. Znany z twardej i ambitnej gry w tym sezonie był tylko cieniem siebie. Powrócili po rocznej przerwie, zapewne z nadzieją na środek ligowej stawki. Terminarz sprawił, że na początku mocno usadowili się w czołówce MLH. Zaczęli od bezbramkowego remisu z AC Widok, a później wygrali trzy kolejne mecze: z Piekarnią Wężyska, Kamieniem i Torfexem. Jednak szybko okazało się, że to nie te ekipy będą stanowić o sile krośnieńskiej ligi futsalu. W pierwszej noworocznej kolejce ulegli Polkan Software 3:6, a tydzień później zostali znokautowani przez Nedpol. Jako jeden z niewielu zespołów postawili niezwykle ciężkie warunki Mikubi. Zagrali z sercem, pilnując dostępu do własnej bramki. Porażka 1:3 to mimo braku zdobyczy punktowej dobry wynik Tornada. W XI kolejce po raz kolejny obudzili w sobie lwa i byli o krok od wyrwania punktów ratuszowym (1:2). Te dwa mecze są wyraźnym dowodem, że piłkarze spod znaku diabła tasmańskiego potrafią wbić się w tętnice i upuścić krwi rywalom. Co prawda na zero, ale z zaangażowaniem i ambicją jak za starych, dobrych czasów. W ostatniej kolejce coś się jednak zacięło i mimo obecności wymaganej liczby graczy, Tornado odpuściło mecz z kingami. Kibice liczyli, że kto jak kto, ale to właśnie oni mogą jeszcze doprowadzić do palpitacji sympatyków Hurtowni. Wielka szkoda… Głównymi playmakerami w tym zespole byli: Ismail Mazlam, Przemysław Trzaskowski i Wojciech Raut. Mimo, że bardzo się starali, to zabrakło „tego czegoś”. Miejsce niezbyt chlubne, bo wiemy, że Tornado stać na zdecydowanie więcej. Mamy nadzieję, że przystąpią do przyszłorocznych rozgrywek i wdzieją starą lwią skórę. Jak dawniej.

12. Piekarnia Wężyska – /7 punktów, 22:64/ 2 zwycięstwa – 1 remis – 9 porażek (w ub. roku 7)
Gdzie się podziały tamte chłopaki, aż chciałoby się zaśpiewać. Pięć lokat niżej to na pewno piłkarska katastrofa. Jedynym usprawiedliwieniem mogą być tylko kłopoty kadrowe. Piekarnia przypomina stylem gry swoich braciaków z Torfexu. W tym sezonie zawiedli niemal na całej linii. Bolesna była z pewnością przegrana w ramach świętej wojny właśnie z Torfexem 1:6. Przegrane mecze są częścią sportu, ale dwa tęgie bicia na pewno chluby nie przynoszą. Najpierw 1:14 z Mikubi, a później rekordowe 0:16 z Hurtownią King. Nawet wygrana z mocno osłabionym AC Widok 9:1 nie była powodem do radości. Do tego skromny triumf z Kamieniem 2:1. Piekarnia zagrała dobry mecz z Urzędem Miasta, dzięki czemu urwała lepszemu przeciwnikowi bezcenne dla niego punkty. Zdecydowanie szwankowała obrona. Piekarnia straciła w tym sezonie najwięcej bramek spośród wszystkich uczestników ligi – 64 (ponad 5 bramki na mecz). Mimo nie najstarszego składu zawsze brakowało trochę sił, zwłaszcza w „trzeciej tercji”. Węże nie planowały zawojować ligi, ale na pewno liczyły na solidne, rzemieślnicze podejście do tematu. Warto jednak wspomnieć, że Piekarnia otrzymała prestiżową nagrodę Fair-Play, a to już coś. Kibice są pewnie zawiedzeni, zwłaszcza bramkową mizerią. To o tyle dziwne, że przecież mają w swoich szeregach niezłych snajperów, takich jak Patryk Sochacki, Dawid Kasperowicz czy Szymon Łopatkiewicz. Większość piłkarzy Piekarni „cykała” po dwie, trzy bramki. Przypominamy, że nie ma co się kierować słowami Wieszcza „Nam strzelać nie kazano”, a jeno „wstępować na działo”. No nic, sezon pod znakiem mizerii drobno krojonej, ale być może przyszły sezon przyniesie solidne ogórki wielkości, hmmm, wiadomej.

13. Kamień – /0 punktów, 9:48/ 0 zwycięstw – 0 remisów – 12 porażek (w ub. roku 9)
Kamień to kamień. Twardy, nieprzystosowany do obróbki, a i nogę można na nim złamać. A na pewno nie da się go ugryźć. Mimo kompletu przegranych wstydu nie ma. Metryka nie zawsze korzystna, a chęć wciąż jest. I co najważniejsze profesjonalne podejście do każdego meczu. Nie ma stękania, odpuszczania czy załamywania rąk. Może czasami zbyt gardłowo, ale to w końcu „walka o ogień”. W meczach przegrywał, ale bez pogromu, a czasami minimalnie. Kamienni na pewno postresowali Hurtownię King, Urząd Miasta, Piekarnię Wężyska, Nedpol, Czerwieńsk, Torfex. Tak niewiele brakowało, by urwać punkty przeciwnikom. Gra może nie w stylu Barcelony, ale bez dwóch zdań cholernie ambitna. To zawsze i wszędzie zachwyca kibiców. Zespół może przegrywać, ale musi zostawić na placu gry serce. I to robi ostatni zespół MLH. Tylko Polkan i AC Widok były w stanie wychłostać kamiennych, ale nie dali rady dwucyfrowo. Perełką w tej drużynie był na pewno młody Krzysztof Staszak. Jeszcze jeden, dwóch takich zawodników i ostatnie miejsce przypadnie komuś innemu. Szkoda, że zespół miał tak słabą skuteczność strzelecką – 9 bramek, to nawet nie jedna na mecz. Liczba straconych bramek nawet lepsza od piątego Polkanu, a to niezły kapitał początkowy. Na pewno gros pracy dla zespołu wykonali: Wojciech Kietrys, Krzysztof Tomczak, Damian Kraszewski i Damian Sadowski. Solidną firmą jest także „wieczny” golkiper Artur Kilian. Kamień nieco wzmocniony, to będzie jeszcze na pewno kamień na którym niejeden zespół połamie sobie zęby.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *